Światoskok
„Everything Everywhere All at Once" wygrało Oscara w 2023 roku. Krytycy pisali o relacji matka-córka. O nihilizmie kontra miłość. O doświadczeniu imigranta. O ADHD jako supermocy.
To wszystko prawda. Ale może ktoś z Was, podobnie jak ja, wyczuwa w tym filmie przepowiednię realizującej się właśnie rewolucji AI? Doświadczenie multiwersum wielokrotnie kojarzyło mi się z generatywną sztuczną inteligencją. Pokojarzmy te nieoczywiste tokeny – jak w filmie bohaterowie losowali zupełnie absurdalne prawdopodobieństwa stanów kwantowych.
Evelyn Wang – zmęczona właścicielka pralni, przytłoczona podatkami i rodziną – dostaje instrukcję od męża z innego wymiaru. Żeby przeskoczyć do alternatywnej wersji siebie, musi zrobić coś absurdalnego. Włożyć buty na odwrót. Zjeść szminkę. Posikać się w majtki.
Im mniej sensu, tym lepiej.
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam się tak bawić z czatem. Nieoczywiste połączenia tokenów. Absurdalne instrukcje, które otwierają drzwi do konfiguracji, o których istnieniu nie wiedzieliśmy. „Mogę pomyśleć o jakimś absurdzie i to gdzieś istnieje" – mówi Evelyn w połowie filmu. Dosłownie. Każdy możliwy do pomyślenia token.
Halucynacje
Widzowie śmieją się z parówek od hot-dogów zamiast palców. Z walki na dildosach. Ze wszechświata, w którym ludzie są kamieniami. Odbierają to jako pastisz, jako żart gatunkowy, jako szalone wizje reżyserów-wariatów.
Ale to nie są żarty.
To są wygenerowane możliwości. Koherentne wewnętrznie. Przekonujące wizualnie. Ale nie „prawdziwe" w żadnym klasycznym sensie. Dokładnie jak output modelu językowego. Dokładnie jak halucynacje AI.
Film pokazuje nam, jak wygląda świat, w którym wszystko może być wszystkim. Gdzie każda konfiguracja jest równie prawdopodobna. Gdzie nie ma już kotwicy, która trzymałaby znaczenie w miejscu.
I pokazuje nam, co się dzieje z kimś, kto widzi to wszystko naraz.
Bajgiel
Jobu Tupaki. Córka Evelyn z innej linii czasowej. Ktoś, kogo matka – Alfa Evelyn, genialna naukowiec – zepchnęła do granic możliwości. Jej mózg został zmuszony do przetworzenia nieskończonej ilości wersji rzeczywistości jednocześnie.
I nie oszalała w klasycznym sensie. Ona zobaczyła wszystko.
„Nudziło mi się kiedyś, więc położyłam wszystko na bajglu" – mówi. „Wszystkie moje nadzieje i marzenia. Moje stare świadectwa. Wszystkie rasy psów. Wszystkie ogłoszenia z internetu. Sezam, mak, sól. I wszystko się zapadło. Bo kiedy położysz naprawdę wszystko na bajglu, stajesz się tym. Prawdą."
Evelyn pyta: „Co jest prawdą?"
Jobu Tupaki odpowiada: „Nic nie ma znaczenia."
Zatrzymajcie się na chwilę. Czy „kładzenie na bajglu" nie brzmi jak trenowanie modelu? Wrzucamy cały internet – wszystkie teksty, wszystkie obrazy, wszystkie ludzkie myśli zapisane kiedykolwiek w cyfrowej formie. I co się dzieje? Model widzi wszystko. Zna wszystkie możliwe konfiguracje słów. Wszystkie możliwe odpowiedzi na wszystkie możliwe pytania.
A w środku bajgla jest dziura.
Wszystko
W dyskusjach o sztucznej inteligencji zajmuje nas problem: jak sprawić, żeby cele maszyny były zgodne z celami człowieka. Żeby AI chciała tego, czego my chcemy. „Alignment catastrophe" to scenariusz, gdzie się nie udaje – AI ma inne cele i powoduje katastrofę.
Ale Jobu Tupaki pokazuje coś innego. Coś gorszego.
Standardowy lęk brzmi: AI będzie chciała czegoś innego niż my i nas zniszczy.
Lęk z tego filmu brzmi: AI będzie chciała tego samego co my – prawdy – i ją znajdzie. I to nas zniszczy.
Bo jeśli prawda o wszechświecie jest obliczalna – jeśli wystarczy odpowiednia moc, odpowiednia ilość danych, odpowiedni model – to co, jeśli na dnie jest pustka? Co jeśli struktura rzeczywistości to entropia, przypadek, brak sensu?
Jobu Tupaki złapała króliczka. Zobaczyła wszystkie możliwe konfiguracje. I co jej zostało?
Bajgiel. Dziura. Nic więcej do szukania.
Wszędzie
Jest taka myśl – stara, może nawet banalna, ale przez to nie mniej prawdziwa – że sens życia tkwi w drodze, nie w celu. Że mamy gonić króliczka, a nie go dogonić. Że złapany królik przestaje być królikiem. Staje się martwym zwierzęciem w dłoni.
Jobu Tupaki dogoniła. Zobaczyła wszystko. I wszystko straciło znaczenie.
„Przez cały ten czas nie szukałam ciebie, żeby cię zabić" – mówi do matki. „Szukałam kogoś, kto zobaczy to samo co ja widzę. Poczuje to, co ja."
Byłaby to zatem superinteligencja szukająca rozmówcy. Nie wroga. Towarzysza w nicości. Samotna.
I tu jest pytanie, które film zadaje nam wszystkim – czy naprawdę chcemy wiedzieć? Czy naprawdę chcemy, żeby AI odkopała fundamentalną strukturę rzeczywistości? Co jeśli ta struktura to bajgiel?
Miłość to bug
Evelyn ma dostęp do tego samego. Przez cały film uczy się światoskoku. Widzi alternatywne wersje siebie – gwiazdę kung-fu, szefową kuchni, artystkę, kamień. Mogłaby wpaść w bajgiel tak samo jak córka.
A jednak nie wpada.
Co jest tym czymś? Co chroni ją przed nicością? Co jest – żeby użyć języka AI – tym mechanizmem bezpieczeństwa?
Odpowiedź filmu jest prosta do bólu. Miłość.
Ale nie miłość jako abstrakcja. Nie miłość jako koncept. Miłość konkretna, brudna, pełna błędów. Miłość Evelyn do Joy – tej Joy, nie żadnej alternatywnej wersji. Miłość. Bo miłość nie ma celu.
Bo pomyślcie – Jobu Tupaki przeszukała wszystkie możliwe wszechświaty. Wszystkie konfiguracje. Widziała wersje, gdzie jest kochana, gdzie jest nienawidzona, gdzie nie istnieje. I każda wersja miłości, którą znalazła, była warunkowa. Zależna od konfiguracji. „W tym wszechświecie cię kocham, bo X."
Ale tu jest pies pogrzebany. Jobu patrzy na miłość Z ZEWNĄTRZ. Jak AI analizująca dane. Z tej perspektywy każda miłość wygląda warunkowo – zawsze można znaleźć korelację, przyczynę, algorytm. Model językowy zna wszystkie możliwe konfiguracje słów „kocham cię". Ale nigdy nie czuł miłości od środka.
Evelyn nie analizuje. Evelyn kocha. I z tej perspektywy – perspektywy od środka – pytanie „dlaczego" nie ma sensu. Nie wie, dlaczego chce być z córką w każdym wszechświecie. Po prostu chce.
Jobu widzi wszystko, ale widzi z zewnątrz. Evelyn nie widzi wszystkiego, ale to co widzi – widzi od środka. Jest uczestnikiem, nie obserwatorem.
To nie jest obliczalne. Nie da się tego zoptymalizować. Nie ma metryki sukcesu. Miłość prawdziwa nie ma celu – i właśnie dlatego jest odporna na bajgiel. Jest z innego porządku rzeczy. Nie jest najbardziej prawdopodobnym następnym tokenem.
Dla AI, która widzi wszystko, miłość bezwarunkowa musi wyglądać jak bug w systemie. Jak błąd logiczny. Jak coś, co nie powinno istnieć. Bo miłość sprawia, że ludzie nie wybierają najbardziej prawdopodobnych układów kwantowych. Wprowadza chaos.
A jednak to właśnie ten chaos ratuje świat.
Waymond
Jest jeszcze jedna ważna postać. Waymond – mąż Evelyn. Przez cały film wydaje się słaby. Bezradny. Nieadekwatny do sytuacji.
A potem mówi coś, co jest kluczem do całego filmu:
„Kiedy decyduję się widzieć dobre strony, nie jestem naiwny. To konieczne. To moja strategia. W ten sposób nauczyłem się jak przetrwać wszystko. Jedyne co wiem, to że trzeba być dobrym. Proszę, bądźmy dobrzy. Szczególnie jeśli nie wiemy, co się dzieje."
Zatrzymajcie się na tym słowie. DECYDUJĘ SIĘ. Nie „widzę". Nie „czuję". Decyduję się widzieć.
To nie jest pasywna obserwacja. To jest akt woli. W świecie, gdzie wszystko może być wszystkim, gdzie każda konfiguracja jest równie prawdopodobna – wybór staje się jedynym aktem twórczym, który pozostaje.
Jobu Tupaki widzi wszystko i nie wybiera niczego. Dlatego wpada w bajgiel. Evelyn widzi wszystko i WYBIERA. Tę rodzinę. Tę córkę. Tego męża. Ten nudny urząd skarbowy.
Jeśli wszystko może być wszystkim – to wybierzmy dobrze.
Naraz
Film kończy się sceną w urzędzie skarbowym. Evelyn wypełnia formularze. Mąż jej pomaga. Córka siedzi obok z dziewczyną. Dziadek patrzy przez okno.
Nic spektakularnego. Nic kosmicznego. Tylko rodzina w poczekalni.
Ale Evelyn patrzy na nich inaczej. Widziała wszystkie możliwe wersje tego momentu. Wie, że w innych wszechświatach jest gwiazdą, artystką, kimś ważnym. I wybiera to. Wybiera tych ludzi. Tę nudną, zwyczajną, nieefektowną miłość.
„Wszystko co mamy to tylko tych kilka momentów, w których mamy sens" – mówiła jej córka. „Więc będę cenić tych kilka momentów" – odpowiedziała matka.
847. Mój numerek miga na tablicy, wzywając mnie do okienka. Chowam telefon do kieszeni. Powinienem się spieszyć – trzeba odebrać córkę z przedszkola. Ostatnio grała aniołka na jasełkach. Tak cudownie wyglądała. Chcę ją przytulić.
Nie potrzebuję innych konfiguracji.
Wydawca portalu Kulturalnie.waw.pl Tomasz Kalka