Mama powiesiła ją przy oknie i wygląda jak... jak deszcz. Ale nie taki mokry deszcz, tylko błyszczący! Jakby ktoś wziął wszystkie gwiazdy z nieba i zrobił z nich wodospad. I jak słońce przez okno wchodzi, to kurtyna robi takie BŁYSK, BŁYSK, BŁYSK i cały pokój się świeci!
Ja myślę, że to jest portal. Znaczy, że jak przez niego przejdziesz, to jesteś już w krainie miłości. Mama mówi, że to „tylko dekoracja", ale ja wiem swoje. Przeszłam przez niego SIEDEM razy i za każdym razem czułam mrowienie.
A obok portalu stoi krzesełko. Takie granatowe, miękkie, na złotych nóżkach. To jest tron. Na tronie można siedzieć i czuć się jak księżniczka. Albo jak królowa. Mama zrobiła mi tam zdjęcie i wyszłam PIĘKNIE.
Ale WIESZ TATO, CO JEST W PRZEDPOKOJU?
Na lustrze wiszą małe, czerwone DOMKI! I ŚWIECĄ! Każdy domek ma okienka i gwiazdkę, a w środku jest światło. Naliczyłam ich – jest dziewięć. Dziewięć domków!
Ja myślę, że tam mieszkają kupidynki. Takie małe, pulchniutkie, z łukami i strzałami. I jak ktoś w domu jest smutny albo zapomni powiedzieć „kocham cię", to kupidynki zapalają światełka, żeby mu przypomnieć. I wtedy człowiek patrzy na te domki i od razu mu się robi cieplej w środku.
Mama powiedziała, że to lampki LED. Ale dlaczego lampki miałyby mieć okienka? I drzwi? I dach? Właśnie. Bo to są DOMKI.
A na szafce pod lustrem wisi łańcuch! Ale nie taki zwykły – taki z SERC. Różowe i ciemnoczerwone serca, jedno przy drugim, jak przyjaciele trzymający się za ręce. Policzyłam – jest ich BARDZO DUŻO. Więcej niż potrafię policzyć bez pomyłki.
Mama wycięła je wszystkie. SAMA. Z filcu. Połączyła i powiesiła. To musiało trwać GODZINĘ. Albo i dwie.
A teraz opowiem ci o STOLE.
Bo stół to jest dopiero magia!
Najpierw są tulipany. Czerwone, wysokie, w wazonie. Tata je przyniósł! A mama postawiła kwiaty na środku stołu i dodała takie małe czerwone serduszka na gałązkach – jak jagody, ale błyszczące. I białe kwiatuszki maleńkie jak śnieg. I z tatowych tulipanów zrobiła BUKIET Z BAJKI.
Niektóre tulipany są już otwarte, a niektóre jeszcze śpią – takie zamknięte, jakby się wstydziły. Mama mówi, że jak będzie cieplej, to się obudzą. Więc ich pilnuję.
A na stole stoi jedzenie. ALE JAKIE!
Są koreczki, a na każdym serduszko! Czerwone! Mama wzięła takie specjalne wykałaczki i zrobiła koreczki z pomidorkiem, kulką sera i winogronem. Każda przekąska jest jak mała wiadomość: „kocham cię".
Naliczyłam koreczki. Jest ich więcej niż domków.
Są też babeczki czekoladowe. I na każdej babeczce siedzi MIŚ! Taki papierowy, z napisem „BE MINE". To znaczy „bądź mój" po angielsku. Mama mi przetłumaczyła. Misie są SŁODKIE. I babeczki też – sprawdzałam.
Jest talerz jak SERCE. Naprawdę! Czerwony i błyszczący. Na nim leżały babeczki i owoce, a potem… już nic nie leżało, bo zjedliśmy.
Są kawałki marchewki i selera w kubeczku w paski. Mama mówi, że to „zdrowa przekąska". Ja mówię, że to marchewkowy bukiet.
Są też pączki z cukrem pudrem jak śnieg.
Jest hummus. Taki warzywny. Do maczania.
I WIESZ, CO JESZCZE?
Są DRINKI. Takie w kieliszkach na wysokich nóżkach, jak w restauracji. Z kostkami lodu, limonką i truskawką. Jeden dla mamy. Jeden dla taty. I jeden DLA MNIE.
Mama powiedziała, że wszystkie są takie same. Tata też powiedział, że takie same. Ale ja wiem swoje. Te dla dorosłych były TROCHĘ inne. Bo dorośli zawsze mają coś innego, nawet jak mówią, że nie.
Ale piłam przez rurkę i smakowało jak lemoniada. Czułam się WAŻNA. I to się liczy.
Wiesz, co mi się najbardziej podobało?
Że mama zrobiła to WSZYSTKO. Wycięła serca. Powiesiła kurtynę. Poustawiała domki. Napompowała balony. Posadziła misie na babeczkach. A tata przyniósł kwiaty i mama je zmieniła w coś pięknego.
I nikt im nie kazał.
I to nie było dla gości.
To było DLA NAS!
Bo walentynki to nie jest święto tylko dla dorosłych, z kwiatami i kolacją. Walentynki to jest święto MIŁOŚCI. A miłość jest w domu! Między mamą i tatą. I między mamą i mną. I między mną i kotem, chociaż kot udaje, że nie.
Mama zrobiła nam krainę. Taką błyszczącą, różową, z serduszkami i domkami. I teraz my w tej krainie MIESZKAMY.
I to jest lepsze niż czekoladki w pudełku. Chociaż czekoladki też są dobre!
...
No i tyle. Córka pokazała mi wszystko jeszcze raz – kurtynę, domki, serduszka – i poszła spać z misiem „BE MINE" przytulonym do poduszki. Zanim zasnęła, powiedziała:
– Tato, jak będę duża, to też tak zrobię. Dla swoich dzieci.
A ja zostałem w salonie. W tej krainie z błyszczącego deszczu i domków z kupidynkami.
Oboje z żoną próbujemy nadać szarej codzienności trochę więcej kolorów. No dobra – ona bardziej… Ale ja też się staram! Czasem wymyślę wyprawę do lasu na poszukiwanie smoków. Albo zbuduję fortecę z poduszek i bronię jej z córką przed niewidzialnym wrogiem rutyny do późna w nocy. Innym razem przyniosę tulipany.
A żona zamienia przedpokój w krainę miłości. Wiesza portale z gwiazd. Buduje wioski dla kupidynów.
I to, co zrobiła tym razem – ten wieczór, ten stół, te koreczki z serduszkami, ta mina córki przy drinku „jak dla dorosłych” – to było coś więcej niż dekoracja.
To było przypomnienie, że magia nie bierze się znikąd. Że ktoś musi ułożyć bukiet z kwiatów. Powiesić domki. Włożyć miłość na wykałaczki.
I że mam szczęście żyć z tym kimś, kto to robi.
Bo walentynki to nie jest data w kalendarzu.
Walentynki to jest ktoś, kto wstaje wcześniej, żeby powiesić serduszka.
Szczęśliwego Dnia Zakochanych!
Wszędzie słyszymy, że to święto dla par – i słusznie, bo miłość między dwojgiem ludzi zasługuje na swój dzień. Ale może za mało mówimy o tym, że w rodzinie kupidyn strzela jak szalony. Co uśmiech dziecka – to strzała! Co laurka dla mamy – to strzała! Co tata z kwiatami – to strzała! Co mama wzruszona, kiedy tata czyta córce książeczkę przed snem – to strzała prosto w serce!
Miłość się nie dzieli. Miłość się mnoży.
Szczęśliwego Dnia Zakochanych!
Od nas – z krainy, gdzie mieszkają kupidynki w domkach LED, a serduszka zdobią wykałaczki.
Wydawca portalu Kulturalnie.waw.pl Tomasz Kalka